3+ / Przyjęcie w ogrodzie-zagadka

Przyjęcie w ogródku. Rada ”pięciu” z osobą towarzyszącą

 

Gospodarze:

Radosław Kyrob- były dyrektor

Teresa Kyrob- żona

 

Goście :

Kwiatek Marina

Kwiatek Piotr

Owatkowska Marta

Owatkowski Tobiasz

Regnis Adam

Regnis Grzegorz-dyrektor liceum

Smith John

Smith Kate

-Żona gospodarza usiadła koło pana w brązowej marynarce

-Małżeństwo z Anglii postanowiło trzymać się razem

-Marta siedzi pomiędzy dwoma wpływowymi panami

-Leny brata denerwuje mężczyzna siedzący naprzeciw, ponieważ próbuje flirtować z panią Teresą, która siedzi pomiędzy nimi

-Były dyrektor liceum bardzo denerwuje się tym przyjęciem i cały czas wszystkiego pilnuje, więc postanowił usiąść najbliżej kuchni, która znajduje się na lewo od stołu (patrząc z góry)

-Marina pokłóciła się z Piotrem, więc postanowiła nie siadać blisko niego

-Małżeństwo, które organizowało to przyjęcie usiadło naprzeciwko siebie

-Adam postanowił podsłuchać rozmowę małżeńską, która przebiega w innym języku

-Kate Smith próbuje doradzać Marinie, która siedzi po jej prawej stronie

-Mężczyzna z dość długim nazwiskiem nie siedzi koło Grzegorza

 

 

KTO SIEDZI NAPRZECIW JOHN’A SMITH’A ?

3 / Dziewczyna, której wszystko zawdzięczam

Muzyka. Ludzie. Basen. IMPREZA. Stoję przed wielką-naprawdę ogromną- posiadłością. Buzia sama mi się otworzyła z zachwytu. Postanawiam wejść na trawnik i zmierzyć się z czekającą na mnie konsekwencją. Po dłuższej obserwacji zauważam, że ta impreza niczym się nie różni od zwyczajne domówki. No dobra. Może ładniejszy dom i bogatsi ludzie. Nic poza tym. Postanawiam się rozgościć, czyli trochę pozwiedzać. Obym się nie zgubiła..

Moją zachciankę uniemożliwia mi jednak uśmiechnięta twarz Marcela. Podnosi rękę i gestem zachęca mnie, bym się do niego dołączyła. Dopiero teraz, gdy zbliżam się do niego, zauważam gęste włosy, które opadają lekko na jego oczy. Przez tę czuprynę mało kto zauważyłby za pierwszym razem te piwne oczy. No dobrze. Drugim..

-Czekam na ciebie już trzy kubki!-mówi podnosząc do góry plastik zapełniony do połowy-Co tak długo?

-Nie byłam pewna, czy powinnam tu przebywać…-mówię bez większego przekonania.

-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.

-Mam nadzieję

-Chodź, przedstawię cię Weronice. Powinnaś ją polubić. Jest niesamowita. To jej impreza. Pomogła mi na początku szkoły i od tamtej pory trzymamy się razem. Tyle jej zawdzięczam. Dzięki niej zostałem zastępcą przewodniczącego szkoły. To zaszczyt jak na pierwszy rok nauki w nowym miejscu. Jak chcesz to mogę cię również zapoznać z nowym chłopakiem-mówi szybko i z entuzjazmem, podczas gdy mijamy różne zakamarki posiadłości-Młodszy, ale bardzo inteligenty. O, tam jest Wera! Przy barze! WERA CHODŹ DO NAS

-Marcel- mówi chuda blondynka, która przytula i całuje w policzek mojego jedynego znajomego.

-Wera, nie widziałem cię od kilku godzin a tu takie powitanie.

-Stęskniłam się po prostu. Widzę, że nie jesteś sam. Hej jestem Weronika. Dziewczyna, której wszystko zawdzięczasz- mówi i wyciąga rękę jak na przywitanie

-Lena, jestem nowa

-Widać..-mówi pod nosem. Jednak jej ton nie był na tyle cichy, bym go nie usłyszała. Marcel nie zareagował-Nic nie szkodzi. To jest przecież twój nowy dom. Możesz przyjść do mnie z każdym problemem. Teraz was muszę przeprosić, ale wołają mnie. Do zobaczenia w szkole-mówi energicznie, po czym odchodzi.

-Nie tylko ty gadasz godzinami-mówię z przekonaniem w oczach. Mój uśmiech na twarzy wywołał reakcję jak na ziewanie. Marcel uśmiechnął się natychmiast.

Całą imprezę postanowiłam spędzić z moim nowym przyjacielem. Opowiedział mi wiele rzeczy, o których nie wiedziałam. Odwzajemniłam się tym samym. Śmiejemy się się, tańczymy i śpiewamy. Uczestniczymy również w oglądaniu losowania. Popłakałam się ze wzruszenia, gdy dziewczyny wylądowały w wodzie. Teraz rozumiem, że to jest mój nowy dom.

Jeden do jednego. Remis. Ja kontra los. Niedługo wygram

Nagle zamiast dwóch plusków słyszę ich tysiące. Marcel łapie mnie za rękę i mówi :

-Skaczemy na trzy

-raz-odpowiadam

-dwa-mówi coraz głośniej

-trzy-krzyczymy chórem i wskakujemy do basenu.

Woda nie była zimna, gdy cała się zanurzyłam poczułam się jak pod kołdrą. Bezpieczna. Było mi przyjemnie, bo wiedziałam, że nikt i nic mnie nie zrani.

Nagle czuję wielki ból w brzuchu. Ktoś mnie kopnął? Może przypadkowo. Przecież wcześniej zostałam zadrapana kilkakrotnie w basenie. Jednak nikt mnie tak nie kopnął. Gdy się otrząsnęłam, byłam około pięć metrów dalej. Ominięcie ludzi, którzy chlapali, śmiali się i tańczyli w wodzie nie było proste. Jak osiągnęłam swój cel, którym było dopłynięcie do Marcela, zauważyłam znajomą twarz.

-Gdzie się podziewałaś-mówi z zaniepokojeniem w głosie Marcel

-Ja..Sama nie wiem-odpowiadam zdezorientowana. Nagle zauważam nietypowy uśmieszek na twarzy dziewczyny. Weroniki. No dobra. Tę rundę wygrałeś. Dwa do jednego…

2 / Złoty dzieciak

Przemowa mojego taty, jak na dyrektora najlepszego liceum, była zbyt krótka . Na szczęście nikt nie narzeka Całe rozpoczęcie roku zajęło mniej niż 30 minut. Uczniowie na pewno to doceniają. Mają przecież więcej czasu na ostatnie wielkie zakupy czy imprezę nad basenem…

-O wilku mowa- burczę pod nosem. Gdy zobaczyłam wielki plakat, z naprawdę dużą datą imprezy, jeszcze bardziej znienawidziłam tego miejsca. Nastolatki urządzające imprezę nad basenem. Tylko po co?- Świetnie. Szkoła na dobrze się nie zaczęła, a złote dzieciaki już zaczynają balangę- Nie chcę dokańczać tej wypowiedzi na głos, ponieważ widzę, jak sylwetka jakiegoś chłopaka staje się coraz bardziej wyraźna. Ktoś idzie do mnie.

-Hej!- wita mnie z uśmiechem na twarzy i ulotkami pod ramieniem.-Dobrze.. Przełamię pierwsze lody. Moja przyjaciółka organizuje dzisiaj imprezę z okazji rozpoczęcia roku. Będzie naprawdę wspaniale. Weź ze sobą strój kąpielowy. Może się przydać, jeśli zostaniesz wylosowana.

-Wylosowana do czego?

-Nic nie wiesz?

-Niby skąd miałabym wiedzieć?- powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem na twarzy

-A.. No tak. Córka dyrektora. Nowa. Spokojnie wprowadzę cię do tutejszego świata. Nie jest taki zły, jak się wydaje. Sam mieszkam tutaj od niedawna. 2 lata w porównaniu do całego życia to naprawdę niewiele.

-Chcecie mnie zaprosić, bo wypada…?

-Nie! Skądże! Tutaj nie ma ludzi, których się nie lubi. Jesteśmy jednością! Złote granice są rajem dla wszystkich ludzi! Niedługo stanie się też twoim.

-Widzę, że jesteś dość wygadany

-Wszyscy mi to mówią….- zacina się, jakby zapomniał, co chciał przekazać- Przepraszam, ale nie dosłyszałem imienia.

-Lena- powiedziałam najszybciej.

-Marcel. Miło mi- mówi ze szczerym uśmiechem i wyciąga do mnie rękę na powitanie. Odpowiedziałam na jego gest z lekkim opóźnieniem.

-A więc o co chodzi z losowaniem?- zaczęłam, by zmienić temat. Z drugiej strony chciałabym się czegoś dowiedzieć o moim przyszłym raju ( jakkolwiek to brzmi).

-Losuje się jedną dziewczynę z klasy ostatniej oraz pierwszej. Następnie wrzuca je do wody chłopak, wcześniej wylosowany, z klasy drugiej. Po prostu taki znak nawiązujący do rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Znak jedności.

-Jest jeden problem. Jestem w klasie drugiej. Chyba, ze wyglądam ci na chłopaka. Wtedy to zupeł..-zaczynam swoją sarkastyczną wypowiedź. Oby ją zrozumiał.

-O…-mówi z rumieńcami na twarzy i zakłopotaniem z oczach- sądziłem, że jesteś maturzystką.

-Chciałabym-odpowiadam z, tym razem, szczerym uśmiechem.

-Ja też. Moglibyśmy wtedy być w jednej klasie. Szkoda-Kontynuuje z lekkim, lecz niewymuszanym wyrazem zadowolenia.

-Czemu jesteś..- zaczęłam, jednak krzyki dochodzące z mojej prawej strony spowodowały moją dekoncentrację

-Czekają na mnie. Do zobaczenia na imprezie- mówi pospiesznie, po czym wciska mi w dłoń jedną ze stosu ulotek i biegnie w stronę dwóch blondynek i bruneta z plecakiem na plecach.

-dla mnie taki miły- dokończyłam dla własnej satysfakcji. Może jednak nie?

W domu znalazłam się w mgnieniu oka. Za 4 godziny miała rozpocząć się tam impreza. Powinnam pójść. Powinnam godnie reprezentować mojego tatę. Jestem zadowolona ze swojej decyzji.

Czy to już czas na przegląd ciuchów? Przecież w mojej szafie nie ma żadnych ubrań godnych złotego osiedla.

Zostaje tylko jedno. Zakupy. O niee….

1 / Nowe stare życie?

Rozpoczęcie roku. To słowo zawsze wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Ten dzień oznaczał spotkanie ze znajomymi i początek nowej przygody. Tak było do dziś.

„Wstawaj Lena, wstawaj. Otwórz te oczy!” powtarzam sobie w myślach, jednak dobrze wiem, że żadna część mnie nie chce stawić czoła dzisiejszemu dniu. Budzik dzwoni. Piszczy mi w uszach tak głośno, że zaraz wybuchnę. Po co wybrałam taki model w sklepie? Niech ci los… jeden do zera dla ciebie.

Otwieram oczy, jednak nie potrafię rozstać się z okrywającą całe moje ciało kołdrą, która stanowi barierę dla wszelkiego zła czyhającego na tym świecie. Wkładam na zmarznięte stopy zimowe kapcie. Z pierzyną, która w odbiciu lustra przypomina pelerynę superbohatera, udaję się do kuchni.

Na stole czekają już na mnie gotowe, i wcale nie przypalone tosty, które przygotował tata. Po jednym kęsie postanawiam przygotować sobie naleśniki. Nie jestem fanką zimnych tostów z jeszcze zimniejszym ketchupem.

Zapach naleśników rozchodzący się po domu zapewne obudził mojego brata, który siada przy stole ze sztućcami czekając na śniadanie.

-Jak miło, że o mnie pomyślałaś- mówi z lekką ironiom Adaś wyjmując śpiochy z oczu- Zawsze mogę na tobie polegać, siostrzyczko-To dziwne, że jeszcze przed wakacjami Adaś był Adasiem. Małym chłopcem, którego ton głosu powodował uśmiech na twarzy każdej dziewczyny. Był chłopcem, który ganiał za piłką i z radością w oczach brudził się w błocie. Gdy wrócił z dwumiesięcznego kursu przetrwania stał się prawdziwym mężczyzną, którego pożąda każda, bez wyjątku, nastolatka. Mimo że Adaś ma dopiero( a może aż ?) 15 lat chodzi do tej samej szkoły co ja. Mój tata- dyrektor najlepszego liceum prywatnego w tym kraju- postanowił dołączyć klasę trzecią gimnazjum do liceum.

Z moich wspomnień wyrwał mnie śmiech brata

-Jaka ciamajda przypala naleśniki?!

-Skoro jesteś taki wspaniały, to proszę bardzo. Sam sobie gotuj- mówię z ironią, by pokazać mu, żeby ze mną nie zaczynał. Doskonale wiem, że nie umie gotować. „Powodzenia w przyszłości” dodałabym z wielką chęcią, jednak wiem, że to go zrani. Mimo tej nowej,odmienionej warsty przystojnego chłopaka, pod spodem pozostał ten chłopiec, którego znam.

Po paru chwilach siedzimy naprzeciw siebie nie mówiąc nic. Powinnam coś powiedzieć. No dobrze. Gdy zebrałam się ostatecznie, by poruszyć jakiś temat, Adaś odsuwa krzesło, a na talerzu nie znajduje się najmniejszy okruch.

-Pyszne było, siostrzyczko-mówi, po czym całuje mnie w czoło. Tak, to ten brat, którego znam.

-Adi..- zaczynam moją przemowę dotyczącą nowego życia, lecz gardło zapchane ciastem naleśnikowym uniemożliwia mi to.

-Tak wiem. Ja też się stresuję. W końcu to pierwszy prawdziwy dzień za złotymi granicami-”Jednak dobrze się znamy” myślę.

Mętlik w głowie sparaliżował moje ciało na kilka minut. Odnoszę kołdrę na swoje miejsce, którym jest łóżko i wolnym krokiem idę do łazienki. Prysznic, balsam, mycie zębów, czesanie włosów. Oby ta poranna rutyna nigdy się nie zmieniła. Gdy świeżo wyprasowana koszula ląduje na moich ramionach a włosy związuje w kucyk, biorę torebkę i wychodzę z domu. Idąc do szkoły rozglądam się dookoła. Jedna posiadłość zapewne jest większa niż największy park w mojej starej dzielnicy.

A więc to tak będzie wyglądać moja droga do szkoły przez najbliższe dwa lata-mówię sama do siebie.

Dużo czasu zastanawiałam się, czy rozpoznam moją nową szkołę. Ten przepych, który góruje za złotymi granicami, jest nie do przyjęcia. Nie dla mnie. Gdy zza drzewa wyłoniła się nieznana mi wcześniej placówka, nie mogłam zareagować inaczej.

Zaniemówiłam…

Prolog

Ulica Kwiatowa to jedna z wielu ulic, które znajdują się w tej części miasta. Nigdy tu nie byłam. Nie miałam dość tupetu by przekroczyć złote granice. Nigdy wcześniej nie widziałam tych ludzi na żywo. Kilku z nich kojarzę z akcji charytatywnych, które są transmitowane w telewizji. Większość osób nie interesuje się takimi sprawami, które powodują, że ich konto straci pewną sumę pieniędzy a efektów nie będzie widać na twarzy lub ciele partnerki. Tacy już są. Czy ja też taka będę? Przeprowadzka tutaj, to jak zmiana świata. Jakbym przeprowadziła się do miasta, gdzie pięćset złotych wydanych u fryzjera to codzienność. Dla nich to nic. Dla mnie to fortuna. Więc co ja tutaj robię? No właśnie…

Po śmierci mamy, tata zaczął żyć pracą. Dniem i nocą pracował. Próbował zapomnieć o stracie ukochanej osoby. Prawda jest taka, że mama nie zginęła. Ona odeszła od nas jak byłam mała. Pamiętam, że starszy brat przygotowywał się do komunii, a młodszy budował już całe zdania. Byliśmy cudowną rodziną, więc czemu mama zrezygnowała z nas ?

Tata powiedział, że nasza rodzicielka zginęła w wypadku. Ból był okresowy. Po pewnym czasie mi przeszło. Sądziłam, że nie wróci. Nie czekałam przed oknem i nie wypatrywałam mamy, która pewnego dnia miała powrócić. Ja nie, lecz Adam tak. Był za duży na tę bajeczkę. Gdy miałam 13 lat powiedział mi prawdę. Prawdę, która mnie zabolała…

Pod koniec roku szkolnego tata dostał propozycję pracy na stanowisku dyrektora w prywatnym liceum, które znajdowało się za złotymi granicami. I tak oto właśnie jestem tutaj. Ja. Lena. Stoję na ulicy Kwiatowej. Przed moim nowym domem.